„Głód” – Graham Masterton

30 stycznia 2016

Głód - okładka książkiNa Amerykę pada widmo głodu. Tajemniczy wirus niszczy plony zboża w całym kraju, a fala paniki i przemocy powoli rozprzestrzenia się po wszystkich stanach. W chaosie przerażających zdarzeń grupa bohaterów stara się przeżyć i odkryć komu tak naprawdę zależy na zniszczeniu jednej z największych demokracji na świecie.

Opis na okładce książki brzmi całkiem zachęcająco, jednak jak to z opisami bywa – są czasami lepsze od zawartości. Masterton jest znany bardziej z krwawych horrorów, w których krew leje się gęsto, a potwory wykazują się zaiste niebywałą wyobraźnią w zakresie mordowania ludzi, niż sensacji i thrillerów. Tym razem jednak postanowił zrobić potworami zwykłych ludzi i niestety nie bardzo mu to wyszło.

Głównym problemem powieści jest brak napięcia, a także akcja, która miejscami dłuży się niczym rozciągnięta guma balonowa, co jest dość niezwykłe biorąc pod uwagę fakt, że na 432 stronach książki autor zdołał wepchać znaczną ilość obrazowo przedstawionego seksu, gwałtów, napadów, kradzieży, morderstw, podpaleń, rozszarpujących się ludzi i aktów kanibalizmu. Problem? Czyta się to wszystko z niesmakiem, lekkim skrzywieniem ale bez współczucia czy cieplejszych uczuć do tak barwnie umierających postaci.

I właśnie postacie są tu największym problemem. Jest ich dość sporo jednak żadna nie wzbudza sympatii, ba!, w pewnym momencie zaczyna się im życzyć dokonania żywota jako danie główne dla wygłodzonej tłuszczy. Mamy tu więc złotego amerykańskiego chłopca z sercem jak na dłoni (talerzu?), eks-ekonomistę obecnie zajmującego się rodzinną farmą. Jego żoną jest piękność z wielkiego miasta, nie mogąca odnaleźć sobie miejsca między kukurydzą a klatkami z kurami. Jest jeszcze oczywiście śliczna córeczka, która urodziła się prawdopodobnie tylko po to, by paskudna szumowina mogła przystawić pistolet do jej głowy i sterroryzować piękną mamusię. Naukowiec pijaczyna, nawiedzony religijny guru, perfidna lisica oraz skorumpowany, utuczony niczym wieloryb polityk, również nie poprawiają ogólnego wrażenia.

Epatowanie przemocą w tego typu powieściach zazwyczaj mi nie przeszkadza, jest to w końcu element takich książek, jednak tutaj autor stanowczo przesadził. Miejscami ma się wrażenie, że autor chciał nie tyle wstrząsnąć czytelnikiem, co zrzucić go z balkonu i niestety stanowczo przesadził. Jest tak strasznie, że aż śmiesznie. Co gorsze, podczas czytania dalej nie czujemy ani napięcia, ani współczucia. Szczególnie sceny seksu wydają się mocno karykaturalne i sprawiają wrażenie dość odczłowieczonych.

I chyba w tym tkwi problem Głodu. Książka stara się opowiedzieć bardzo tragiczną i poważną historię, jednak robi to w zbyt patetyczny sposób. Jest w niej za dużo stereotypów, amerykanizmu wylewającego się z kartek, grania na pierwotnych uczuciach oraz zbyt łatwych i przewidywalnych rozwiązań, by choć przez chwilę uwierzyć w tę historię. Z drugiej strony, książka dostarcza dość dużej rozrywki jeśli będziemy ją czytać z przymrużeniem oka, starając się wyłuskać spośród wszechogarniającego patosu stereotypy i tropy literackie. Tak czy owak, nie polecam.

GD Star Rating
loading...
„Głód” - Graham Masterton, 5.0 out of 5 based on 1 rating

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *